Wymiana Polsko-Niemiecka 2013

Wstęp: 

Wczoraj, na lekcji języka niemieckiego wspominaliśmy naszą wymianę szkolną z uczniami w Preetz. Było naprawdę świetnie i jeśli ktoś z was ma możliwość poznania kraju „od środka”, to naprawdę zachęcamy. Zresztą, przeczytajcie!

Już pierwszego dnia cała nasza grupa bardzo się ekscytowała „jak to będzie „tam” w Niemczech”?
Zebranie było zorganizowane na lotnisku w Gdańsku.
Mieliśmy lecieć do Lubecki, ale z powodów atmosferycznych przekierowano nasz lot do Hamburga. Stamtąd, dopiero udaliśmy się , z nieoczekiwanymi przesiadkami, pociągami do Lubeki; a wtedy do miasta docelowego „Preetz” ( leżącego niedaleko Kilonii). Na miejscu odbyło się bardzo miłe przywitanie; spotkaliśmy  już po raz drugi naszych partnerów. Wszyscy rozeszli się do swych domów i nowych rodzin. Tak naprawdę, to codziennie poznawaliśmy nowe oblicze kultury, sposobu życia i myślenia Niemców, które bardzo się różni od stereotypów ogólnie przyjętych w Polsce.
Drugiego dnia zwiedziliśmy szkołę oraz miasto. Szkoła była o wiele większa niż te, które znamy z Polski. Uczęszcza do niej ponad 500 uczniów. W jednym kompleksie budynków, mieści się cała szkoła, czyli odpowiednik naszego gimnazjum i liceum razem.
Specjalnie, z powodu naszej wizyty zawieszono na maszcie przed szkołą polską flagę. Było nam bardzo miło.
W czasie dużej przerwy wychodzi się na dwór, tam też w kiosku można kupić bułkę czy drożdżówkę. Ponieważ szkoła ma w pobliżu łączkę, uczniowie jednej z klas wspólnie ze swoim nauczycielem biologii, postanowili założyć małą hodowlę krów. Zakupili tylko dwie na początek, teraz jest ich trochę więcej. Stanowiły dla nas dużą ciekawostkę. Również park przyszkolny zaopatrzony jest w ptasie  budki, które zrobili uczniowie, a na ścianach budynku szkolnego, umieścili budki dla nietoperzy.

Samo miasto jest nieduże. Mieszka w nim około 16 000 miłych i gościnnych ludzi. Po zwiedzeniu starówki, byliśmy na spotkaniu w Urzędzie Miasta , gdzie szczegółowy plan i historię miasta przedstawił nam sam burmistrz.
Miasto Preetz nazywane jest też „Miastem Szewców”, gdyż wielu jego mieszkańców było niegdyś szewcami, którzy produkowali buty dla pracowników kilońskiej stoczni. W centrum miasta znajduje się symboliczny wielki but, o rozmiarze 430, przypominający ten czas w historii Preetz. Teraz w mieście ma swoją pracownię tylko jeden szewc.
Następnego dnia zwiedziliśmy stare miasto w Lubece, pełne średniowiecznych i renesansowych budowli. Architektura tej starówki, jest wspaniała i wyniosła, a teren  bardzo dobrze zorganizowany i zagospodarowany. Byliśmy w Domu Buddenbroków, gdzie poznaliśmy, przedstawione nam w ciekawy i oryginalny sposób,  życie i twórczość Tomasza Manna- noblisty , autora m.in. „Zaczarowanej góry”, czy sagi  „Buddenbrokowie”.
            Kolejnego dnia poznaliśmy miasto Kilonia. Jest bardzo istotne ze względu na port. Zawijają tam, jedne z największych wycieczkowców, pływających pomiędzy Niemcami, a Szwecją i Norwegią. W mieście, odbywa się raz do roku, całotygodniowy festiwal ( zabawa od 4 rano do 22 wieczorem) typu Carlsberg. W Kilonii poznaliśmy wnętrze promu, którego wysokość jest równa kilkupiętrowemu budynkowi , a wnętrze przypomina dużą dzielnicę miasta. Jest tam wszystko, co jest potrzebne do miłego spędzenia czasu morskich podróży.
W piątek byliśmy w szkole na zajęciach z naszymi niemieckimi kolegami. Kilka utalentowanych muzycznie osób z naszej grupy, miało zajęcia z niemieckim nauczycielem muzyki i wspólnie z zespołem szkolnym naszych gospodarzy, przygotowali pożegnalny koncert.
Pani dyrektor miała przemówienie i mały poczęstunek dla nas, a potem był obiad w szkolnej stołówce.
Podczas ostatniego dnia pobytu, uczestniczyliśmy w kilku typowych lekcjach w szkole.
Zajęcia i przerwy są dwukrotnie dłuższe niż u nas, natomiast zachowanie i zwyczaje uczniów, podobne. W czasie dużej przerwy wychodzi się na dwór (zimą także).
Co więcej, w  przeciwieństwie do naszych szkół , zakaz posiadania telefonu jest bardzo rygorystycznie przestrzegany; wyciągnięcie telefonu nawet podczas przerwy, kończy się zarekwirowaniem go. Dyscyplina jest tam na zupełnie innym poziomie, niż w Polsce.
Prócz uczenia się, tego dnia mieliśmy dużo czasu wolnego , który wykorzystaliśmy na pożegnalnym imprezowaniu. W dniu wyjazdu, (rano) łzom i wspominaniu nie było końca, wszyscy się żegnali. Na stacji kolejowej, dalsze serdeczności i uściski, no i rozpoczęcie  długiej drogi powrotnej, z nadzieją ponownego spotkania.

Filip Kaźmierczak, klasa 1d  

DSC08681.JPG
DSC08674.JPG
DSC08642.JPG
DSC08611.JPG
DSC08606.JPG
DSC08603 - Kopia.JPG
DSC08602.JPG
DSC08601.JPG
DSC08600.JPG
DSC08588 - Kopia.JPG
DSC08562.JPG
DSC08561.JPG
DSC08560.JPG
DSC08558.JPG
DSC08557.JPG
DSC08555.JPG
DSC08536.JPG
DSC08518.JPG
DSC08511.JPG
DSC08490.JPG
DSC08460.JPG
DSC08450.JPG
DSC08439.JPG
DSC08429.JPG
DSC08426.JPG
DSC08416.JPG